Rodzice bywają (są?) bardzo zazdrośni o autorytet i względy u własnych dzieci. W oczach potomstwa od początku jawią się jako istoty najważniejsze. Dopóki dzieci są małe i nie zadają pytań, wizerunek rodziców jest wartością stałą. Gdy jednak dzieci rosną i stawiają pierwsze pytania, może być różnie, szczególnie że w świecie dziecka pojawiają się nowe postacie – wujki i ciotki (babcie, dziadkowie, znajomi rodziny, rodzice innych dzieci). Gdy wujek, ciotka, zabierają siostrzeńców na spacer, zapraszają na wakacje, zajmują się małymi dziećmi i poświęcają im wiele swego cennego czasu, stają się dla nich bardzo cenni. Bywa, że zajmują w ich sercach ważne miejsce, ale wystarczą same oznaki zachwytu pociech wobec wujka czy ciotki, a „czujność rodziców” w tej kwestii może przewartościować całkiem ich życie.
Pierwszymi oznakami „upadku rodzinnych więzi” (brat – siostra, siostra – brat itp.) jest lekceważenie obecności wujków i ciotek. Zdarza się podczas świątecznych wizyt u babci, że dzieci, które do tej pory zawsze wyrażały radość ze spotkań z wujkami, ciotkami, nagle przestały ich zauważać, witać się z nimi. Jaskrawym przejawem walki o autorytet dziecka są reakcje na odwiedziny w ich domu. Gdy wujek przyjeżdża do nastoletniego chrześniaka, a ten ignoruje jego obecność, odwracając się do niego plecami, gapiąc się w telewizor na ulubiony program, to znak, że czas zakończyć odwiedziny i wizyty rodzinne. Dziecko samo z siebie, mając w pamięci przyjemne chwile spędzane z wujkami i ciotkami dawniej, samodzielnie nie manifestowałyby obojętności wobec nich. Na postawy tego typu zwykle mają wpływ rodzice „zatroskani” o malejący autorytet własny. Jeśli więc takie sytuacje mają miejsce, na 100% odpowiadają za nią rodzice, którzy jawnie negują wartość wujków i ciotek przed własnym potomstwem. Robią to z reguły wtedy, gdy czują się od swoich braci, sióstr, szwagrów, szwagierek gorsi: gorzej wykształceni, gorzej zarabiający itd.

Szczęśliwa rodzinka
Należy pamiętać, iż każda ocena werbalna z czasem przeradza się w standard zachowania i rodzinny obyczaj. Te z kolei mają to do siebie, że weryfikowane przez czas mogą okazać się zwykłym zabobonem potwierdzającym tępotę ich twórców – rodziców. Jaśniej? Cóż, dorastające i dorosłe dzieci same potrafią oceniać rzeczywistość. Nie trzeba im mówić, że „ciotka czy wujek to głupki” – jeśli tak jest w istocie, sami to zauważą i któregoś dnia powiedzą np.: „Tato, dlaczego odwiedzasz tego wujka, przecież to typowy matoł? O czym z nim można porozmawiać?” albo też inaczej, np.: „Jedźmy do cioci, tęsknię za jej ciepłym głosem i życiową mądrością”. W ocenach werbalnych dalszej rodziny zawsze należy kierować się skromnością. Dziecko któregoś dnia dokona samodzielnej oceny porównawczej swoich rodziców i dalszej rodziny. Im więcej w pamięci dziecka negatywnych ocen wystawianych przez rodziców, tym wnikliwsza ocena może okazać się dla nich bardziej niekorzystna. Przykładem zdania typu: „Mamo, mówiłaś, że wujek to głupek, a dorobił się pięknego domu, dwóch aut i wysłał kuzynów na studia do Londynu, a my wciąż nie mamy na chleb?” albo „Tato, zawsze krytykowałeś ciotkę, a ona jest nauczycielką, ludzie ją szanują, a ty całe życie pracujesz w oborze i wywozisz gówna spod krów?”. Logicznie myśląca młodzież sama dochodzi do wniosku, że oceny werbalne wystawiane członkom dalszej rodziny częściej wypływają z zawiści niż mądrości rodziców. Bardzo surowo wówczas ich oceniają. Niestety, w takich przypadkach przez rodziców są skazywani na utratę kontaktów z wujkami i ciotkami, od których mogliby zyskać cenne „paliwo życiowe” – np. wiarę w siebie, poczucie przynależności do wartościowej grupy społecznej, wsparcie itp. Ambicja i walka o autorytet dziecka najczęściej stawia rodziców w niekorzystnym świetle. Krytyka wujków i ciotek wypływa wręcz z kompleksów wobec nich. To sprawia, iż dzieci zamiast czerpać miłość i szacunek od członków dalszej rodziny, otrzymują w zamian utratę kontaktów z nimi i przejmują kompleksy rodzinne.
Jeśli wujkowie i ciotki naprawdę oddają naszym dzieciom kawałek serca, głupotą jest z tego rezygnować. Dzieci i tak kochają rodziców inną miłością niż dalszą rodzinę. Chwalą wujków, ciotki, babcie, ale chwalą też ładną pogodę, ciepłą wodę na basenie czy smaczne jedzenie. Warto właśnie dawać im możliwość obcowania z ludźmi, którzy ich kochają, bo to pozostawia bardzo pozytywne wspomnienia. Dziecko potrzebuje widzieć, że oprócz rodziców kocha je jeszcze ktoś inny, bliski, przy kim czuje się bezpieczne, to dowartościowuje. Świat wydaje się dzieciom przez to bardziej przyjazny i bezpieczny.
„Głupi wujek, głupia ciotka” – to symbol złych relacji, toksycznych stosunków występujących w rodzinach, kiedy zaczynają dorastać dzieci i zauważają świat poza domem. Zachowania opisane wyżej zdarzają się najczęściej tam, gdzie bracia i siostry, szwagrowie i szwagierki są małostkowi, źle przygotowani do życia, zawistni, bez refleksji pragną porównywać i konkurować miedzy sobą. Cierpią na tym dzieci. Wujki i ciotki, a także kuzynostwo rodziców i dzieci (czy nawet życzliwi sąsiedzi) mogą wnosić w ich życie wiele pozytywnych wartości i napełniać je energią. Problem w tym, że muszą stawić czoła zmierzchowi autorytetów rodziców… Z tego powodu więzy rodzinne, kiedyś bardzo silne, teraz, gdy dziecko staje się myślącym nastolatkiem, obumierają.
„Głupi wujek, głupia ciotka” – no dobrze, a co powiecie na podobny temat: „Głupia babcia, głupi dziadek? Tutaj też działają podobne mechanizmy? Młodzi rodzice bywają bardzo zazdrośni o dobre relacje wnuków z dziadkami. Wielu rozpieszcza swoje dzieci i idąc w odwiedziny do dziadków, poucza maluchy: „Nie zabierajcie dziadkowi pilota od TV, będzie się denerwował,… Głupek!” I potem dziadek słyszy od dwuletniego wnuka: „Gupek, gupek…” Bo u dziadków pilot to nie zabawka?


Ciekawy artykuł, u mnie rodzina się zbiesiła, moja ciotka i wujek poznali naszych sąsiadów przez moich rodziców, niestety rodzice z sąsiadami się poróżnili chyba przez politykę, w sumie nie jestem pewny. No a ciotka i wujek byli zapraszani na święta do sąsiada zamiast chodzić do nas, już bez rodziców. Jak mój padre im mówił że to nie fair to pisali do telewizji do Drzyzgi że niby mają rację. Zjednoczyły ich wspólne poglądy polityczne i niechęć do rodziny, co jest zjawiskiem dość powszechnym :). Moja ciotka zwykle miała już dużo wcześniej takie jazdy, jak moja mama poznała ją ze swoją koleżanką to umawiała się z nią później sama na wizyty i obrabiała jej przysłowiowy tyłek. A później i tak traciła te znajomości. Toksycznie. A kuzynostwo też do poprawki, moją siostrę olali całkowicie, ja jeszcze byłem ok dopóki nie zachorowałem, później już nie byłem warty zachodu. Przerzucili dźwignię na siostrę bo normalna, wykształcona a jak po połowie życia olewania była niechętna do kontaktów, to stwierdzono że jest źle wychowana. Dam prosty przykład z dzieciństwa, mieliśmy świnkę morską, oni jamnika, raz ten jamnik nie pilnowany wyciągnął sobie tę świnkę z akwarium i ja pogryzł. Ciotka się śmiała głośno, więc kuzynostwo też i się dziwili dlaczego to dla mnie nie jest zabawne, bo siostra się popłakała. Niestety nie jest kolorowo z rodzinami, różnice w wykształceniu rodziców szczególnie dają się we znaki. Mimo wychowania kościelnego od dzieciństwa dzieci zawsze powielają schematy i myślą jak rodzice, ciężko być bezstronnym.