Boyhood

Epicka opowieść o dorastaniu ludzi do życia i o przemijaniu – tak można scharakteryzować obraz Richarda Linklatera (54) skupionego na pokazaniu wydarzeń z życia przeciętnej amerykańskiej rodziny. Mason – w tej roli Ellar Coltrane (20) –  to chłopiec zwykły jak każdy inny. Widz ma okazję przyjrzeć się jego losom na przestrzeni pomiędzy 5 a 18 rokiem życia.

Bohater ten nie ma wpisanego w scenariusz genialnego poziomu uzdolnień lub mega złych skłonności, nie kontestuje decyzji dorosłych. Ma kolegów i wrogów, chodzi do szkoły, potrafi się zaprzyjaźnić, jest otwarty i komunikatywny, nie stwarza konfliktów i nie należy do gangów. Na przestrzeni lat dorasta fizycznie, ale dobre wychowanie nie zmienia jego postawy wobec świata. Szanuje innych i nie wykracza poza prawo. Ma zwyczajne pragnienia i marzenia, żadnych nałogów, konfliktów z prawem itp.

Patricia Arquette (46) i Ethan Hawke (44) jako rodzice Masona pokazali swój kunszt aktorski. Udało im się także wypracować przyjazny i pełny empatii klimat więzi rodzinnych. Pomimo iż byli rozwiedzeni, to jednak dla Masona i jego siostry Samanty starali się zbudować relacje emocjonalne. Przez cały czas dzieci mogą mieć w nich oparcie i wbrew przeciwnościom losu czują się bezpieczne. Oboje rodzice próbują sobie poukładać życie prywatne, z różnym skutkiem.

Mason z matką, która zawsze go rozumiała i wspierała

Mason z matką, która zawsze go rozumiała i wspierała

Matka Masona wróciła do szkoły uzupełnić wykształcenie, aby mieć większe możliwości znalezienia lepiej płatnej pracy. Jest kobietą racjonalną i ambitną, spełnia własne marzenia. Udaje się jej skończyć studia i wdrożyć w życie plany zawodowe, niestety nie ma szczęścia w życiu osobistym. Żaden z jej związków z mężczyznami nie przetrwał próby czasu. Z kolei ojciec Masona ma charakter dobrego człowieka. Interesuje się dziećmi i stara się ułożyć sobie życie z inną kobietą. Skromność, wewnętrzny spokój i pracowitość pozwalają mu osiągać cele.

Mason z siostrą Samantą

Mason z siostrą Samantą

Niemal trzygodzinny seans „Boyhood” (z j. ang. chłopięctwo) to współczesna przypowieść o losie ludzkim. Dorastanie i dojrzewanie głównego bohatera wolne od wypadków, wielkich skandali, strzelaniny i przygód zapierających dech w piersi, pokazuje człowieka jako element natury. Znamienne są słowa matki Masona w momencie, gdy młodzieniec wyjeżdża na studia. Stwierdza ona, że sama nie wie, kiedy życie przemknęło jej przez palce. Wszelkie starania i życiowe ambicje doprowadziły ją do miejsca, w którym pozostaje sama i samotna.

Wbrew pozorom to nie jest film o dzieciństwie i dojrzewaniu przeciętnego chłopca żyjącego w XXI wieku. To głębsza analiza całego otoczenia bohatera dojrzewającego wraz z nim. Wartość dzieła wzrasta właśnie z tego powodu, że jest panoramą współczesnej rodziny często zagubionej i poszukującej dobra dla wszystkich jej członków. Nie ma tutaj „płaczu nad rozlanym mlekiem” i bezsilnym trwaniu w realiach, które nie sprzyjają rozwojowi. Wszyscy bohaterowie poszukują szczęścia, dzieci i dorośli. Ci ostatni nie załamują rąk i robią wszystko, aby stworzyć dzieciom godne warunki.

Mason zawsze mógł liczyć na wyrozumiałego i skromnego ojca

Mason zawsze mógł liczyć na wyrozumiałego i skromnego ojca

Jaki będzie dalszy los Masona i jego siostry Samanty? Być może taki sam, jaki stał się udziałem ich rodziców? Mądrzejsi o doświadczenia z dzieciństwa i obserwacje świata dorosłych, będą potrafili ulepszać swoje życie? Tego nie wiemy, ale jako widzowie trzymamy za nich kciuki, bo reżyserowi udało się wzbudzić w widzach empatię. Nareszcie dzieło o normalnym życiu i zwykłej rodzinie, takie kino bliskie i ludzkie, bez wybuchów i fajerwerków, detonacji w potrójnych ujęciach.

Bardzo dobre kino obyczajowe