Edyta Górniak w Sopocie 2013

Edyta Górniak (41) wystąpiła wczoraj na scenie festiwalu w Sopocie (2013) w koncercie Top of the Top i wokalnie wcale nie zawiodła swoich fanów. Dba o wszystkie szczegóły muzyczne, estetyczne itd. Z reguły jednak daje ponieść się emocjom i niedojrzałości, zapomina, kim jest i jak powinna wypowiadać się artystka.

„Nothing Else Matters” w jej wykonaniu narobiło wiele szumu i sprowokowało krytyczne komentarze już w 2012 roku. Porównanie tego „wykonu” z odśpiewanym polskim hymnem w Korei powinno było dać artystce do myślenia. Jeśli tak się nie stało i postanowiła „iść pod prąd” gustom publiczności, cóż, albo to wyraz jej scenicznej naiwności, albo wyrafinowanego tworzenia własnego PR jako osoby kontrowersyjnej, zatem więcej wartej w oczach reklamodawców i potencjalnych pracodawców. Za każdym razem, gdy na scenę wchodzi Edyta Górniak, można się spodziewać, że ważniejsze będzie to, co powie potem ze sceny lub jak się zachowa po śpiewaniu. To jest wbrew założeniom sztuki.

Gdy w teatrze kończy się przedstawienie i aktorzy wychodzą pokłonić się widowni, nie zwracają się do widzów z komentarzami, bo to niszczy przesłanie wypracowane podczas przedstawienia i jego atmosferę. Wychodzą, kłaniają się i zostawiają widza z tą wartością estetyczną, jaką wypracowali swoją grą. Podobnie muzyk i piosenkarz wypowiada się poprzez swój utwór, swoje utwory, a nie poprzez gadulstwo i prymitywne komentarze, prymitywne, ponieważ niszczą więź co dopiero zbudowaną przez akt sztuki – śpiew, muzykę, zachowanie sceniczne i przesłanie piosenek.

Edyta Górniak w Soposcie 2013 (foto: wp.pl)

Edyta Górniak w Sopocie 2013 (foto: wp.pl)

Jeśli piosenkarka, gwiazda chce przekazać nam, słuchaczom jakieś wartości moralne, powinna to zrobić poprzez sztukę, czyli muzykę i tekst piosenki. Jej dobór do tej a nie innej sytuacji artystycznej zależał od gwiazdy, od Edyty Górniak. Mogła zbudować większą więź z publicznością w Sopocie i przed telewizorami, śpiewając na zakończenie zamiast piosenki Metalliki którąś ze swoich piosenek traktujących o życiu, po polsku. Potem mogła podziękować i skromnie wyjść, pozostawiając po sobie niezatarte wrażenie wysokiego poziomu i indywidualizmu. Tak się nie stało, bo zaczęła bredzić coś do mikrofonu o życiu, co zniszczyło atmosferę wykonanych przez nią utworów. Nie to miejsce, nie ten czas…

Edyta Górniak ze swoją emfazą i niedojrzałością emocjonalną, epatowaniem wzruszeniem i gadulstwem, brakiem skromności, by pożegnać się z publicznością, dziękując za spotkanie, jest antytezą sztuki, ponieważ dołącza do śpiewania, zupełnie oderwane od piosenek komentarze i przesłania. Dzień wcześniej jej gwiazda w Sopocie świeciła o wiele jaśniej. Wykonała tylko jedną piosenkę i zeszłą ze sceny, „bijąc na głowę” wokalem i stworzonym wrażeniem pozostałe zaproszone gwiazdy.
Powinna się zastanowić, czy che dla nas śpiewać, czy do nas przemawiać. W śpiewaniu jest lepsza, o niebo.